Golf: Clubfitting – czy to konieczne?

środa, Marzec 23, 2011, 14:18

Tom Wishon to postać już za życia na poły legendarna. Dla wszystkich tych, którzy zajmują się dopasowywaniem kijów na miarę (clubfitterów) i tych, którzy zajmują się ich montażem (clubmakerów) jest on kimś więcej, niż Tiger Woods dla golfistów. Spod jego ręki wyszła niezliczona ilość projektów kijów golfowych, oraz rozwiązań technicznych, które z powodzeniem zostały zaadoptowane przez największych producentów. Wywiad z Wishonem publikowaliśmy niecały rok temu. Przypomnijmy sobie najciekawsze fragmenty.

Golf24: Dlaczego clubfitting ma tak duże znaczenie dla golfisty?

Tom Wishon: Gdyby wszyscy golfiści byliby tego samego wzrostu, posiadaliby jednakową sprawność fizyczną oraz ich parametry swingu byłyby identyczne, indywidualny clubfitting nie byłby konieczny. Ale tak nie jest. Dlatego też jest niezmiernie ważne, aby WSZYSCY golfiści korzystali z dobrodziejstw clubfittingu. Wówczas, wszystkie istotne parametry sprzętowe, takie jak długość kijów, ich kąty pochylenia lica główki (lofty), kąty nachylenia główki kija (lie), masa całkowita, swingwaga, rodzaj szaftów i gripów będą dobierane indywidualnie do potrzeb gracza i charakterystyki jego swingu. Ponadto, jeśli różni pod wieloma względami golfiści używaliby kijów, które są produkowane standardowo z jedną charakterystyką parametrów, bez wątpienia nie mogliby liczyć na maksymalizację swojego potencjału jako gracza.

Golf24: W jaki konkretny sposób dobrze dopasowany sprzęt pomaga graczowi?

T.W.: Z mojego trzydziestoletniego doświadczenia w clubfittingu wiem, iż jest wysoce prawdopodobne, że gracz zauważy pozytywne zmiany w uzyskiwanych odległościach, dokładności uderzeń, powtarzalności i trajektorii lotu piłki, a także w ogólnie pojętym „czuciu” kija. Jak wielkie będą to zmiany zależy od tego, jak dalekie od ideału były kije którymi grał do tej pory. Z danych przesyłanych mi rokrocznie przez clubmakerów i clubfitterów z całego świata wynika, iż średnio około 75% graczy może oczekiwać poprawy w uzyskiwanych odległościach o ca. 10-12 jardów (9-11 metrów – przyp, red.), zwiększyć celność uderzeń o 3 – 4 fairwaye i greeny w regulacji na rundę oraz zwiększyć o ca. 30-40% ilość uderzeń środkiem lica główki. Oczywiście to tylko dane uśrednione – niektórzy zanotują większą, a niektórzy mniejszą poprawę w stosunku do podanych przeze mnie danych.

Golf24: Czy naprawdę każdy gracz skorzysta z clubfittingu, czy też raczej jest to proces ukierunkowany na dobrych graczy?

T.W.: To właśnie jest bodaj największy mit, który towarzyszy pojęciu clubfitting. Z racji tego, że większość grających wie, iż profesjonaliści mają kije dokładnie dopasowane, sądzą, że clubfitting jest zarezerwowany wyłącznie dla najlepszych graczy. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Gracze zawodowi PGA Tour są świadomi, jak wielkie znaczenie ma prawidłowy dobór sprzętu i jak powinien on być przeprowadzony, ponieważ nie byliby w stanie osiągać tak dobrych wyników, jakich oczekują. Z drugiej jednak strony, nie należy zapominać, iż są to tak dobrzy gracze, że mogliby bez większych problemów dostosować swój swing do kija. Niestety, nie jest to możliwe w przypadku przeciętnego amatora, ponieważ nie posiadają oni ponadprzeciętnych zdolności i sprawności fizycznej.

My, przeciętni golfiści, popełniamy masę różnorakich błędów podczas uderzania piłki. Prawidłowy clubfitting pozwoli zredukować wpływ tychże błędów, a w niektórych przypadkach nawet je wyeliminować. Na przykład, według szacunków, 70% amerykańskich golfistów cierpi z powodu slice’ów, ponieważ albo uderzają oni out-to-in lub nie są wstanie doprowadzić główki kija do pozycji prostopadłej do linii uderzenia, zostawiając ją otwartą w relacji do linii zamierzonego uderzenia. Zmieniając główkę kija na charakteryzującą się zamkniętym licem, clubfitter sprawi, iż będzie trudniej pozostawić ja otwartą w momencie uderzenia w piłkę, co w konsekwencji zmniejszy slice. Właściwy dobór pozostałych parametrów sprzętowych takich jak: długość kija, loft, lie, rodzaj shaftu, waga całkowita, swingwaga oraz rozmiar gripu w zdecydowany sposób pomoże graczowi w uzyskaniu dłuższych i bardziej precyzyjnych uderzeń.

Golf24: Czy wszyscy zawodowcy na PGA Tour używają tylko sprzętu produkowanego przez  potentatów ?

T.W.: Praktycznie, poza naprawdę wyjątkowymi wypadkami, właśnie tak jest. Z dwu powodów. Po pierwsze, od 2000 roku stało się powszechną praktyką płacenie graczom PGA tantiem kontraktowych za każdy kij w torbie. Przed rokiem 2000, większość zawodowców miała płacone tylko za tzw. kontrakt główny i nie zawierała tzw. kontraktów uzupełniających. Te kontrakty główne wymagały od graczy używania minimum 8 – 10 kijów danej marki, co sprawiało, iż zawodowcy mieli wolną rękę co do wprowadzenia reszty kijów do swojej torby bez naruszania ducha kontraktu. Od 2000 roku, tak jak wcześniej powiedziałem, gracze zaczęli żądać tantiem za literalnie wszystkie kije, którymi grają na turniejach PGA. To spowodowało, iż mniejsze firmy musiały się wycofać, ponieważ nie było ich stać na opłacanie zawodowców.

Drugim powodem jest fenomen znany w Stanach pod pojęciem „Golfowy Paragraf 22”. Proszę sobie wyobrazić, że aby mieć praktyczną możliwość nakłonienia zawodowców do wypróbowania sprzętu swojej produkcji oraz potencjalnego użycia go w zawodach rangi mistrzowskiej, nieodzowna okazuje się ciągła obecność przedstawiciela firmy od poniedziałku do środy co tydzień, kiedy rozgrywane są rundy treningowe (turnieje PGA  rozpoczynają się w czwartek i trwają do niedzieli – przyp.red.). Przedstawiciel ma za zadanie przebywać na driving range’u cały dzień i wyczekiwać na okazję porozmawiania z graczami podczas ich sesji treningowych. Z kolei, aby otrzymać specjalne pozwolenie na przebywanie w tym miejscu, wydawane przez PGA Tour, dana osoba musi wykazać, iż jest przedstawicielem producenta sprzętu, który znajduje się aktualnie w torbie graczy. Jak widać, nawet w przypadku najszczerszych chęci, nie jest możliwa nawet próba nakłonienia zawodowca do wypróbowania czegokolwiek nowego.

Warto tu wspomnieć także, iż kontrakty zawierane pomiędzy graczami PGA Tour a producentami sprzętu są niebotyczne. Aby zabieg taki okazał się marketingowo skuteczny, dana firma musi nie tylko „mieć w stajni” jednego z czołowych zawodowców, ale kilku bądź nawet kilkunastu innych pro. Siła oddziaływania na rynek zbytu w przypadku kontraktu z jednym lub dwoma zaledwie graczami jest znikoma. Dla przykładu, obecnie każdy z czołowej 10-tki najlepszych graczy na Tour, ma zawarty kontrakt na sumę nie niższą niż 1 milion dolarów rocznie. Gracze plasujący się między 11 a 30 miejscem w rankingu „zgarniają” sumę mieszczącą się w przedziale 500.000 – 1.000.000 dolarów. Im niższa pozycja w rankingu, tym mniejsza suma kontraktu – i tak, np. gracz numer 125 w rankingu zawiera kontrakty na sumy pomiędzy 75.000 a 125.000 dolarów. Także, jeśli przyszłoby opłacać jednego pro z czołowej 30-stki oraz, dajmy na to, pięciu niżej klasyfikowanych zawodowców, należałoby się poważnie liczyć z sumą rzędu 1.500.000 – 2.000.000 dolarów rocznie. Naprawdę bardzo mało firm spoza pierwszej piątki największych producentów kijów stać na takie obciążenie finansowe. I to jest kolejny powód, dla którego tylko potentaci korzystają w pełni z dobrodziejstw masowej reklamy.

Golf24: Czy w przeszłości był Pan clubfitterem jakiegoś znanego golfisty i czy mógłby Pan podzielić się z czytelnikami swoimi doświadczeniami w tym względzie ?

T.W.: Owszem, w przeszłości zdarzało mi się nie tylko dopasowywać kije graczom PGA, ale i również projektować je pod ich kątem. Z najbardziej znanych wymieniłbym tu takie nazwiska, jak Ben Crenshaw, Scott Verplank, Bruce Lietzke oraz Payne Stewart, dla którego zaprojektowałem ostatni set kijów, którego używał w turnieju, tuż przed jego tragiczną śmiercią w wypadku lotniczym w 1999 roku. Każdy z tych wielkich graczy był na swój sposób inny w podejściu do projektowania i fittingu. Praca z Bruce’em Lietzke’m była krótka, łatwa i przyjemna – pierwsze prototypy kijów dla niego od razu mu się spodobały i pozostało jedynie dopasowanie kilku parametrów. Natomiast Scott Verplank, który został obdarzony niezwykle precyzyjnym wyczuciem, wyraził zadowolenie dopiero po trzecim projekcie. Zresztą dla większości graczy PGA Tour odpowiednie ukształtowanie główki (np. poprzez szlifowanie) jest sprawą bardzo istotną, ponieważ pełna akceptacja sprzętu wpływa bezpośrednio na poziom zaufania do niego. Z czysto clubfitterskiego punktu widzenia, muszę stwierdzić, iż większość zawodowców ma bardzo wyostrzoną percepcję wrażeń, np. odnośnie masy całkowitej, swingwagi lub parametrów szaftów. Jest więc w sumie tajemnicą poliszynela, że fittingowanie gracza tego kalibru nie jest takie proste.

Golf24: Dziękujemy serdecznie za wywiad i mamy nadzieję na ponowne spotkanie, może kiedyś w Polsce.

T.W.: Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich golfistów w Polsce oraz zapraszam serdecznie do odwiedzania mojej witryny na www.wishongolf.com.

Rozmawiał Wlodzimierz Kroenenberger

Źródło: golf24.pl


Dodaj komentarz


You must be logged in to post a comment.